sobota, 19 kwietnia 2014

Ćwiczenia pisania



     Jedną z ważniejszych rzeczy, które robię codziennie jest pisanie.
     Na początku miałam swój zeszyt, w którym ćwiczyłam pisanie literek. Potem rozwiązywałam krzyżówki, co było połączeniem przyjemnego z pożytecznym, bo bardzo lubię to robić.
     Obecnie przepisuję przepisy kulinarne do mojego zeszytu z przepisami, które to mam zapisane w moim laptopie.
     Dodam, że ćwiczenie pisania jest bardzo przydatnym zajęciem, gdyż przyda mi się to w studiach, kiedy już na nie wrócę. W tej chwili przebywam na urlopie dziekańskim. Kończąc drugi rok, miał miejsce wylew. Na szczęście, wszystkie przedmioty miałam pozaliczane i od 2010 roku przebywam na urlopie dziekańskim.

     Oto próbka mojego pisma. Może niektórym się wydaje, że wygląda to, jakby ten tekst pisało dziecko z podstawówki, ale było dużo gorzej, teraz, w porównaniu z tym co było, piszę ładnie. I nie ma się co dziwić, że tak piszę, w końcu jestem po wylewie i to nie po jednym.
     Kiedyś znalazłam zeszyt z moimi pierwszymi zapiskami i sama siebie nie mogłam odczytać, no ale to już jest przeszłość.

czwartek, 17 kwietnia 2014

Ćwiczenia logopedyczne



     Inną rzeczą, którą robię każdego dnia, są ćwiczenia logopedyczne. Łączę sobie te ćwiczenia z leżeniem na brzuchu, gdyż mam przykazane przez rehabilitanta, że przynajmniej pół godziny dziennie powinnam leżeć na brzuchu. Leżenie na brzuchu ma wpływ na prosty kręgosłup. Po co, więc leżeć bezczynnie skoro można przy okazji poćwiczyć buzię?
      Zaczynam, więc od ćwiczeń warg i języka. Teraz chodzę (chodzę, bo muszę wyjść na drugie piętro) do innej logopedki, niż chodziłam poprzednio, w związku z czym ćwiczenia są inne, bardziej skuteczne.
     Moim kolejnym ćwiczeniem, jest czytanie na głos wierszyka, najpierw czytam go, biorąc wdech po każdym słowie, potem biorę wdech po dwóch słowach, następnie po jednej linijce wiersza, aż wreszcie, co jest najtrudniejsze, po całej zwrotce wiersza.
      Na koniec czytam książkę na głos. Kilka stron dziennie książki, która interesuje, to czysta przyjemność. Przeczytałam już w ten sposób pierwszą część „Pieśni lodu i ognia”, czyli „Grę o tron”. Teraz czytam drugą część – „Starcie królów” i jestem  w połowie, a książka ta, jak i ta poprzednia, liczy około 1000 stron.
     Na tym kończę ćwiczenia logopedyczne, a trwa to około 30 minut.

wtorek, 15 kwietnia 2014

Ćwiczenie precyzji


      Jednym z moich zajęć w ciągu dnia jest ćwiczenie precyzji. Chodzi o to żebym robiła dokładnie to, co chcę zrobić, sięgnęła po to, co chcę i żeby nie trzęsło mnie przy tym rękami.
     Kiedyś trzęsło mnie bardziej, ale systematyczne, codzienne ćwiczenia dały swoje efekty.
     Przedtem robiłam inne ćwiczenia, różne od tych, które robię teraz. No ale, poszłam do przodu, więc nie mogę wykonywać ciągle tych samych ćwiczeń, bo byłyby nieskuteczne.
   Kiedyś układałam pasjanse, klocki, a także miałam taką układankę, która polegała na wbijaniu kolorowych (przypominających duże, plastikowe pineski) pinesek w specjalną formę.
     Teraz robię coś, czego nauczyłam się w szpitalu rzeszowskim, na rehabilitacji. Najpierw tnę materiał na małe kwadraciki, różne kolory – to jest pierwszy etap. Potem, gdy już mam pocięty materiał, na kawałku styropianu, rysuję flamastrem rysunek, który chcę ułożyć. Następnie drutem lub szydełkiem wbija się pocięty materiał, tak aby powstał rysunek, który był narysowany.
     To bardzo czasochłonna technika, która wymaga wiele pracy, ale świetnie uczy cierpliwości i precyzji. Na Walentynki dla mojego męża, zrobiłam serce z podpisem kocham cię, który znajduje się poniżej.
     W szpitalu, w Rzeszowie są zajęcia zwane „terapią zajęciową”, gdzie pacjenci uczą się precyzji. Jest tam ogromny wybór, jeśli chodzi o rzeczy, które ludzie mogą robić. I właśnie tam uczę się bardzo potrzebnych rzeczy.

niedziela, 13 kwietnia 2014

Ćwiczenia fizyczne



     Rzeczą, którą robię codziennie, oprócz sobót i niedziel, bo wtedy mam weekend, są ćwiczenia fizyczne. Zajmują większą część dnia.
     Zaczynam od ćwiczeń na materacu, trwa to około 30 minut lub więcej. Wykonuję na nim ćwiczenia, leżąc na plecach, z poduszką dynamiczną i z piłką. Potem robię ćwiczenia na boku, a później na brzuchu. Potem ćwiczę w klęku podpartym i na tym kończę ćwiczenia na materacu.
Później przechodzę do drabinek. Przy drabinkach nie ćwiczę, gdy jadę na rehabilitację lub, gdy do mnie przychodzi rehabilitant.
     Wieczorem, kiedy mój mąż wróci z pracy, chodzimy i gramy w kinecta. Dla niewtajemniczonych, kinect to taka gra, która polega na tym, że stoi się przed telewizorem, a kamera sczytuje ruchy i osoba w telewizorze robi dokładnie to, co osoba przed telewizorem.
     Moją ulubioną grą są kręgle, ale mam też inne gry, w które gram. Mam też taniec, który polega na tym, żeby powtórzyć ruchy, które są pokazywane. Jest też gra, która nazywa się Ninja Fruit, polegająca na tym, żeby rozkroić owoce, które nadlatują, podczas, gdy ręce gracza są nożami. Czasem między owocami trafiają się bomby, które należy omijać, bo przy trafieniu na bombę odejmują nam punkty.
     Ostatnio kupiłam grę, która jest bardziej wyzwaniem umysłowym niż fizycznym. Po grze liczony jest wiek naszego mózgu, albo stawiana jest nam ocena, jak w szkole, w zależności jak graliśmy. Jest to łączenie przyjemnego z pożytecznym, bo przez zabawę, ćwiczę.
      Gra polega na tym, że stoję przed telewizorem, a z tyłu podtrzymuje mnie mój mąż, bo sama nie ustoję.
     Jak już wspominałam wcześniej, nie ćwiczę przy drabinkach, kiedy jadę na rehabilitację lub przychodzi do mnie rehabilitant. Wtedy, zarówno jedno, jak i drugie zajmuje mi około godziny lub więcej.

piątek, 11 kwietnia 2014

Powrót do pełnosprawności (część druga)



     Mam zapełniony cały dzień i nie popuszczam sobie. Wstaję około 6.00, a kładę się spać około 24.00. W ciągu dnia ćwiczę pisanie, mówienie, precyzję, uczę się języka obcego, o ćwiczeniach już nie wspomnę, a teraz zaczęłam pisać bloga. Oprócz tego mam czas dla siebie i dla mojego męża.
     Dobra organizacja dnia i wszystko można pogodzić. Część dnia spędzam na ćwiczeniach: około 30 minut ćwiczę na materacu i około 20 minut przy drabinkach, oprócz tego, kiedy mąż wróci z pracy chodzimy i ćwiczymy używając kinecta.  Ale mimo tak ciężkiej pracy nie narzekam. Wiadomo, że zdarzają się, jak każdemu, gorsze dni, ale zaraz biorę się garść i idę do przodu. Nie wolo się nad sobą użalać, bo zawsze może być gorzej. Kiedy nie ćwiczę przy drabinkach, jadę na rehabilitację, albo do mnie przychodzi rehabilitant.
     Dodatkowo dbam też, żeby nie przytyć. Nie mogę sobie pozwolić przytyć, bo nie zmieszczę się do wózka, a poza tym, dużo gorzej się chodzi, gdy się przybierze na wadze, dlatego jem co najmniej 4 posiłki dziennie i tylko raz dziennie, zjadam coś słodkiego do kawy.
          Kiedyś było znacznie gorzej, bo trzeba mi było pomóc w najprostszych rzeczach, bo sama nie dałam rady ich zrobić takich jak: czesanie, obcinanie paznokci, ubieranie kolczyków czy aparatów słuchowych. To już jest przeszłość. Teraz to wszystko robię sama. Kiedyś ktoś musiał sprzątać w pokoju moim i mojego męża, teraz robię to sama. Sama ścieram kurze i sama odkurzam odkurzaczem dywan. Robię to na wózku, ale jakoś sobie radzę.
     Kiedyś wszystko ktoś mi musiał przynieść i podać, teraz wszystko przywożę sobie sama.
     Jeszcze nie potrafię zrobić wszystkiego, ale już niedługo…

czwartek, 10 kwietnia 2014

Przypomnienie

Jeśli się jeszcze nie rozliczyliście, bardzo proszę o oddanie na mnie 1% podatku. To nic nie kosztuje.
Jeśli się rozliczyliście, to przekażcie tę wiadomość znajomym.
Za okazaną pomoc serdecznie dziękuję.