czwartek, 8 maja 2014

Niewłaściwe spojrzenie na niepełnosprawność w filmie „Mój biegun”



     W zeszłym roku oglądałam film pt. „Mój biegun”. Powiem szczerze, że nie podobał mi się ten film. Sądziłam, że film ten skierowany będzie na przygotowania Jaśka Meli przed wyprawą na biegun. Tego wcale nie było w filmie.
     Było pokazane jak on ćwiczy zaraz po utracie nogi, ale główna uwaga była skierowana na jego rodziców. Przedstawione były ich emocje, gdy ich syn stracił nogę.
     Bardzo fajnie, to też powinno być ukazane, ale nie przez cały film. Ja rozumiem, rodzicom było źle, bo ich syn stracił nogę, ale to on ją stracił, on będzie musiał sobie z tym sobie z tym radzić do końca życia. Dlatego nie rozumiem, dlaczego ten film został nakręcony z perspektywy rodziców, a nie Jaśka.
  Kolejna rzecz, nie była pokazana w ogóle, wyprawa Jaśka Meli na biegun. Na końcu był jedynie autentyczny, podkreślam autentyczny film z jego wyprawy. 

    Czyżby realizatorzy filmu mieli zbyt mały budżet? Widocznie budżet był za mały, dlatego nie kręcono zdęć na biegunie,a wyłącznie w Polsce.

     Dlatego, kto nie widział tego filmu, nie polecam mu go.

wtorek, 6 maja 2014

Niesamowita postawa życiowa Katarzyny Rogowiec



     Pragnę wyrazić podziw dla Katarzyny Rogowiec. Przeczytałam o niej artykuł i jestem pod wielkim wrażeniem.
     Pewnie niektórzy zastanawiają się, kim jest Katarzyna Rogowiec. Otóż jest ona wielokrotną złotą medalistką na paraolimpiadzie  . Jej niepełnosprawność polega na tym, że nie ma rąk. Jej odnośnikiem, do którego można ją porównać, jest Justyna Kowalczyk. Startuje ona w tej samej dyscyplinie, różnica jest taka, że zawodniczka nie ma rąk, co czyni tę konkurencję znacznie trudniejszą.
     Biegaczka straciła obie ręce, mając 3 lata, w tragicznym wypadku podczas żniw. Samego wypadku nie pamięta, ale musiała uczyć się wszystkiego od nowa. Nie chodziła do szkoły specjalnej, tylko do zwykłej podstawówki. Była bardzo ambitna i pracowita, dlatego, gdy nauczycielka prac ręcznych sugerowała jej mamie, żeby pewne prace zrobić za nią, „bo przecież bez rąk, to ona serwetki nie wyszyje”, zawzięła się i zrobiła serwetkę zębami.
     Później studiowała i w wolnym czasie uczyła się języków obcych, zorganizowała teatr amatorski, pracowała jako pilot wycieczek,a nawet zrobiła prawo jazdy. Pod koniec studiów zapisała się do sekcji narciarstwa biegowego i tak się zaczęło.
        Dodatkowo, wraz z Jaśkiem Melą, zdobyła Kilimandżaro.
     Niedawno pani Kasia urodziła dziecko, a co będzie dalej z jej sportową karierą, tego jeszcze nie zdradziła.

     Właśnie tacy ludzie jak pani Kasia dają ogromny przykład innym niepełnosprawnym. Oby było więcej takich ludzi…


http://katarzyna-rogowiec.pl/

niedziela, 4 maja 2014

Ogłoszenie



     Oddam żółwia.
     W związku z zamiarem przeprowadzenia remontu i zmianą obecnego układu mebli, jesteśmy zmuszeni oddać żółwia. Oddamy go darmo, ważne żeby trafił w dobre ręce.
     Żółw nie jest młody, gdyż ma już 5 lat, więc nie jest też maleńki, ma wymiary: 14 cm szerokości i 18 cm długości.
   Ma na imię Stefan, jest to żółw wodno-lądowy, a jedyna praca, jaką trzeba przy nim wykonać, to wymiana wody w akwarium, raz na jakiś czas.
     Je nie tak często, raz na dobę, lub kilka razy w tygodniu większą porcję.
     Oprócz tego jest bardzo sympatyczny i nie ma z nim większego problemu.
     Zainteresowanych nabyciem żółwia, proszę o kontakt ze mną lub z moim mężem.



piątek, 2 maja 2014

Słowo, które najlepiej opisuje szpital w Krośnie – katastrofa (część trzecia)



     W Rzeszowie postanowiono, że konieczne jest przeprowadzenie operacji. Przeprowadzono, więc operację mającą na celu, usunięcia torbiela i zrostów na jelitach. Trzeba pamiętać, że do mojej otrzewnej był wpuszczony wężyk, który odprowadzał płyn rdzeniowo - mózgowy z głowy. Trzeba było go wyjąć, gdyż mój brzuch nie był jeszcze zagojony. Płyn musiał być gdzieś odprowadzany, więc spływał do woreczka, który dosłownie był przytwierdzony do mojej głowy, a przy woreczku był maleńki zawór, którym spuszczało się płyn z woreczka.
     Ktoś, kiedyś zapomniał odkręcić zawór i właśnie wtedy przestałam mówić. To były najgorsze chwile w moim życiu. W nocy, kiedy chciałm się przekręcić na drugi bok, musiałam dzwonić po pielęgniarkę, bo nie mogłam się przekręcić sama po operacji, a że nie mogłam mówić, pielęgniarka mnie nie rozumiała i musiałam leżeć, tak jak leżałam.
     Doktor Grzegorzewski zorientował się w czym rzecz i przeprowadzono kolejną operację, która polegała na wyjęciu zastawki z lewej strony głowy i umieszczeniu nowej po prawej stronie.
     Po paru dniach od operacji i po wizycie księdza z Kraczkowej, odzyskałam mowę. To był jeden z najszczęśliwszych dni w moim życiu.
     Po pewnym czasie wyszłam na oddział rehabilitacji i tam odzyskiwałam to, co utraciłam. I udało się, dzięki mojej pracy, ale też dzięki wysiłkowi mojej rehabilitantki Magdy, za co bardzo jej dziękuję i pomocy doktor prowadzącej – dr Wieliczko.
     Wyszłam ze szpitala 3-go października, czyli podsumowując, spędziłam w nim 3 miesiące.
   Wyszłam 3-go października, a 21-go odbył się mój ślub. To nic, że miałam wygoloną przednią część głowy. Fryzjerka tak to zamaskowała, robiąc mi z części tylnich włosów grzywkę, że nic nie było widać.
     A szpitala w Krośnie nie polecam i to nie jest tylko moja opinia. Ja się przekonałam na własnej skórze, że ten szpital to porażka,  nie życzę wam pobytu w tym szpitalu.