wtorek, 6 stycznia 2015

Szansa



                Może piosenka Dody pt. Szansa jest trochę banalna, ale radzę wsłuchać się w słowa. Poniekąd przypomina ona moją historię, oczywiście nie w całości, bo pewne rzeczy się nie zgadzają, ale niektóre tak. Te słowa dają do myślenia, że trzeba docenić to, co się ma.
Często ludzie nie doceniają najprostszych rzeczy, że mogą chodzić, mogą powiedzieć to co chcą, mogą sobie sami zrobić herbatę.
Wyobraźcie sobie, że tracicie te rzeczy, które wydawały wam się podstawą. Ja je straciłam, a teraz odzyskuję i bardzo je doceniam.
To jest dokładnie, jak w przypadku pewnej historii, która została użyta w nauce negocjacji. Otóż pewna rodzina mieszkała bardzo ubogo. Dodatkowo mieli mały dom, a mieszkańców było dużo. Nie wiedząc, co robić w tak ciężkiej sytuacji, udali się do doradcy po radę. On kazał im wprowadzić do domu kury, aby z nimi zamieszkały. Było jeszcze gorzej, więc poszli do niego ponownie. Wtedy on kazał im zamieszkać jeszcze ze świniami. Było fatalnie, więc znów do niego poszli. Tym razem kazał im usunąć świnie i kury z domu i teraz było świetnie.
Z czego wniosek, gdy jest jeszcze gorzej niż źle, i gdy wrócimy do poprzedniego stanu jest świetnie.


Doceniajcie, więc to co macie, bo zawsze może być gorzej.



poniedziałek, 5 stycznia 2015

Co jest najważniejsze w życiu?



     Co jest w życiu najważniejsze? Niech każdy odpowie sobie na to pytanie. Ja doskonale wiem. To zdrowie i miłość. Moje doświadczenia wskazały mi te wartości. Na pierwszym miejscu nie stoją pieniądze, uważamy tak, zarówno ja i mój mąż. Oczywiście, one wiele ułatwiają, ale nie są najważniejsze.
     Dlatego też nie będziemy się pakować w jakieś kredyty na dom, na 30 lat. Ja wiem, że życie jest kruche i w każdej chwili można je stracić. Chcę pożyć i nie martwić się tym co będzie jutro. Za dużo w życiu przeszłam, żeby teraz pieniądze miałyby być dla mnie najważniejsze.
     Każdy postępuje, tak jak chce, ale czy warto tak gonić za pieniądzem, przesiadywać całe dnie w pracy, zaniedbując rodzinę?
     Nie można mieć wszystkiego, trzeba coś wybrać. Trzeba sobie zadać i odpowiedzieć na pytanie, co jest w życiu najważniejsze. Czy pieniądz, czy coś zupełnie innego?
     Ja nie będę nikogo na siłę przekonywać, że zdrowie i miłość są najważniejsze. Moją historię znacie, a ona powinna dać do myślenia.

sobota, 3 stycznia 2015

Opieszałość służby zdrowia



                Chciałam zwrócić uwagę na problem opieszałości służby zdrowia, bo to co się dzieje to jest paranoja.
                Ja gdybym liczyła wyłącznie na państwową służbę zdrowia i nie jeździła do prywatnej kliniki w Tajęcinie, to pewnie zaczęłabym chodzić, jakby dobrze poszło za jakieś 10 lat, a tak może będzie to w tym roku.
                Szpital oraz sanatorium przysługują mi raz w roku. A w moim przypadku nie ma żadnego sensu jeździć do sanatorium. Tam może jechać osoba, która sama chodzi, a nie osoba taka jak ja.
                Tak właściwie to postępowanie tego państwa jest dla mnie niepojęte. Zamiast wyleczyć pacjenta szybko, by poszedł do pracy i płacił podatki, leczy się go i łoży na niego latami. Czy to jest logiczne?
                Przykład mojego męża. Bolała go noga. 11-go grudnia poszedł do lekarza, oczywiście prywatnie, bo nie wiadomo ile by musiał czekać. Okazało się, że wymaga rehabilitacji, ale skierowanie na rehabilitację, lekarz może wypisać, gdy się przyjdzie do niego publicznie, nie prywatnie. Musi mieć skierowanie od lekarza na rehabilitację, a na rehabilitacji czekać 2 tygodnie, zanim będzie jego kolej.
                Poszedł do lekarza po skierowanie ok. 2 tygodnie temu i nie miał jakiegoś świstka papieru, więc lekarz nie dał mu skierowania, po które ma się zgłosić 5-go stycznia. Wtedy dopiero może iść do ośrodka rehabilitacji, by ustalono jej termin. No paranoja.
                Kolejna sprawa, wszyscy tak nawołują, żeby się badać, bo rak wykryty we wczesnym stadium, jest wyleczalny. We wczesnym stadium może i tak, ale zanim chory ma wolny termin na wizytę, to już jest zaawansowane stadium. Przecież za granicą, rak jest chorobą wyleczalną, a w Polsce śmiertelną. Dlaczego tak jest?
                Nie wiem, czy coś się zmieni na lepsze w tej sprawie. Mam nadzieję, że tak, chociaż trochę.


czwartek, 1 stycznia 2015

Sylwester



     Jak spędziłam Sylwestra? Tradycyjnie, a zarazem bardzo oryginalnie.
     Spędziłam go z mężem w domu. Było tradycyjnie, bo potańczyłam trochę z mężem, a oryginalnie, bo obejrzeliśmy „Pana Wołodyjowskiego” i „Chłopów”.
     Powiem więcej, był to jeden z moich najlepszych Sylwestrów.