poniedziałek, 9 lutego 2015

Gdyby tak wróżką być…



Znacie tę piosenkę?
Gdyby tak wróżką być,
Gdyby czary wszystkie znać,
Można wtedy byłoby,
Ludziom dać, to czego im brak.
Ciągle nam czegoś brak,
I nie pytaj czemu tak,
Możesz przecież nawet ty
Wciąż na lepsze zmieniać świat.
Sam potrafisz przecież zmieniać świat,
Śpiewaj z nami wciąż radośnie tak.
Ref: Więcej słońca, więcej barw,
Więcej kwiatów, więcej miłości w nas.

                Przypomniała mi się ta piosenka z lat dziecięcych i stwierdziłam, że w pewnym sensie ma ona odniesienie do mnie. Oczywiście nie dosłownie, ale w przenośni.
                Chodzi o to, że ja jak ta wróżka, daję to ludziom, czego im brak. Nie w senie materialnym, ale służę dobrą radą i poprzez nią wskazuję drogę.
                Może i nie jestem siłaczką i super-bohaterką, ale działam poprzez słowo pisane. Taka jest moja rola.


sobota, 7 lutego 2015

Tymczasowy koniec rehabilitacji, czyli powrót do domu



               W piątek wróciłam do domu prosto z Tajęciny. Byłam tam, żeby rozruszać się po szpitalu. 5-go marca mam jeszcze kontrolę w Lublinie, a potem już wrócę do normalnej pracy, a do Tajęciny pojadę na ćwiczenia z lokomatem.

czwartek, 5 lutego 2015

Szczęście



               Może ktoś powie, że nie mam szczęścia, przez wzgląd na wydarzenia, które mnie spotkały. Ja tak jednak nie uważam. Myślę, że mam szczęście i to wielkie, bo mimo, że spotkały mnie złe rzeczy, to zawsze jest na nie „lekarstwo”.
               Największym szczęściem, które mnie spotkało jest mój mąż. To w dużym stopniu dzięki niemu żyję. Nie wymienię tu wszystkich rzeczy, które dla mnie zrobił, bo była ich cała masa. On wie, że jestem mu wdzięczna.
               Kolejna rzecz, wreszcie się to wszystko skończyło. Mogło się to skończyć 4,5 roku temu, po pierwszej embolizacji, ale skończyło się to teraz i nie mam jakichkolwiek wyrzutów z tego powodu. Tak widocznie miało być.
               Ten ostatni wylew był cudem Boskim. Nic mi się nie stało, a wszystko zakończył.
               Dobrze, że jest taka Tajęcina, gdzie mogłam wszystko odbudować, bo to, że mi nic nie było po wylewie, nie oznacza, że nic nie straciłam. Mój stan pogorszył się, ale nie po wylewie, a po embolizacji. 3 tygodnie leżenia w łóżku, także dały o sobie znać, ale wszystko jest do odrobienia.
               Dobrze też, że w zeszłym roku zainteresowały się nami media i zrobiliśmy piknik charytatywny, bo dzięki temu mogę jeździć do Tajęciny.              
               Na wszystko jest plan…

wtorek, 3 lutego 2015

Najlepszy szpital w jakim bylam – szpital w Lublinie



                   W styczniu miałam okazję przebywać w szpitalu w Lublinie. Oczywiście nie życzę nikomu pobytu w szpitalu, jednak jeśli macie iść do szpitala, życzę wam, żeby to był taki szpital, jak szpital w Lublinie.
               Panują tam świetne warunki, a pracują tam świetni fachowcy np. doktor Dariusz Szczepanek, doktor Michał Przyszlak i profesor Tomasz Trojanowski, dzięki którym jestem zdrowa.
               Oprócz tego, że są tam świetni fachowcy, szpital jest bardzo nowoczesny. Jest pięknie urządzony, a personel jest bardzo uprzejmy.
               Chorowanie nie należy do przyjemnych rzeczy, ale w takim szpitalu, chorowanie staje się znośne.

niedziela, 1 lutego 2015

Przerwa w rehabilitacji



                   Na ten weekend wróciłam do domu. Mam przerwę, a w niedzielę wieczorem znów wracam do Tajęciny. Będę tam jeszcze do piątku, a potem już wracam do domu. 5 marca jeszcze mam kontrolną angiografię w Lublinie, więc jadę tam na 3 dni. Potem już mogę wrócić do normalnych zajęć np. do chodzenia, bo na razie nie wolno mi chodzić, wobec czego muszę przyjmować zastrzyki antyzakrzepowe, ale tym razem nie w brzuch, a w ramię.
               Ogólnie to niewiele straciłam, biorąc pod uwagę zagrożenie grożące mi. Naprawdę dziękować Bogu.