niedziela, 2 stycznia 2022

BŁOGOSŁAWIENI UBODZY W DUCHU



Ubogi w duchu, czyli jaki? Krótko mówiąc pokorny.

 

Jezus powiedział:

Błogosławieni ubodzy w duchu, albowiem do nich należy królestwo niebieskie. (Mt 5, 3)

 

Czy ubodzy w duchu są ubodzy materialnie?

Niekoniecznie, bo można faktycznie nie mieć pieniędzy, ale uważać pieniądze, jako coś najważniejszego w życiu i stawiać je przed drugim człowiekiem.

Można być też bardzo bogatym, ale nie potrafić się dzielić z drugim człowiekiem. Zarabia się pieniądze, żeby je mieć, a nie żeby wydać je w sensowny sposób.

 

Często, jak ktoś nie ma pieniędzy, potrafi je bardziej szanować i nawet wtedy dzieli się z innymi.

Można mieć pieniądze, ale nie uważać ich za coś najważniejszego. Za to potrafić dzielić się nimi z drugim człowiekiem. To znaczy dziękować Bogu, że je masz, bo dzięki nim możesz pomagać innym, ale jednocześnie trzeba być pokornym, jak Hiob.

Hiob był człowiekiem bardzo majętnym. Posiadał siedem tysięcy owiec, trzy tysiące wielbłądów, pięćset jarzm wołów, pięćset oślic oraz wielką liczbę służby.

Stracił swój majątek, swoje zdrowie i dzieci. Ale nadal był posłuszny Bogu. Powiedział:

Nagi wyszedłem z łona matki
i nagi tam wrócę.
Dał Pan i zabrał Pan.
Niech będzie imię Pańskie błogosławione!

 

Czy ty też masz w sobie taką pokorę?

Czy potrafisz przyjąć wszystko, co cię spotyka?

Do której grupy ludzi ty się zaliczasz?

Ewelina Szot

 

PANDEMIA WIRUSA, PANDEMIA NIEWIARY



 

„Traktuję pandemię COVID-19 jako wielkie szkło powiększające, poprzez które możemy wyraźnie dostrzec naprawdę wiele rzeczy. Dzięki niej ujawnił się stan duchowy wielu wspólnot kościelnych oraz intelektualny stan duszpasterzy, ujawnił się też status psychiczny naszego społeczeństwa.

 Reakcje na zagrożenie związane z chorobą pokazały, że jesteśmy w innym miejscu niż poprzednie pokolenie chrześcijan. Oni inaczej odpowiadali na zarazy – mamy na to wiele historycznych przykładów, z których ostatni dotyczy epidemii hiszpanki. Kościół w takich chwilach wzmagał wołanie do Boga. Wiara była tym, co najbardziej pomagało przetrwać, uzbroić się w siłę i podjąć akcję ratunkową, znosić utrapienia czy nawet zaakceptować konieczność zakończenia życia tu, na ziemi. Kościół organizował procesje pokutne; wystawiano do adoracji Najświętszy Sakrament; Eucharystie celebrowano na zewnątrz, jeżeli w przestrzeni zamkniętej było to niemożliwe.

Tak robił np. arcybiskup Mediolanu, święty Karol Boromeusz, gdy w mieście wybuchła epidemia. W 1577 roku, podczas panoszenia się bardzo zaraźliwej choroby, kazał księżom iść do ludzi, wzmacniać ich, organizować wspólne modlitwy, nabożeństwa i Msze na powietrzu.

Także nasza ojczyzna jest pełna pamiątek po podobnych działaniach; proszę zobaczyć, jak wiele jest choćby krzyży morowych.

W czasie pandemii COVID-19 wzrok większości ludzi, także ludzi Kościoła, nie był skoncentrowany na Najświętszym Sakramencie, ani na krzyżu, tylko na aptekach, laboratoriach i doniesieniach medialnych dotyczących rozwoju sytuacji epidemiologicznej. ”

 

„Tłumy szturmowały sklepy w poszukiwaniu makaronu, ale kościoły nie były tak oblegane. Powszechnie wsłuchiwano się w głos naukowców zapowiadających powstanie szczepionki – głosu biskupów nie słuchano… a może po prostu nie było go słychać? ”

 

„Właśnie ten głos lekarzy, biologów i wirusologów zastępował głosy proroków.

W czasie pierwszej fali epidemii bardzo często dostawałem maile czy telefony z pytaniem, dlaczego Kościół milczy. Jeszcze dramatyczniej niż w Polsce wyglądało to w innych częściach świata. Można powiedzieć, że w całym tym nieszczęściu w naszym kraju nie zareagowano najgorzej. Nie dopuściliśmy do całkowitego zamknięcia drzwi kościołów (z wyjątkiem niektórych diecezji); Msze Święte były dalej odprawiane. ”

 

Fragment książki „Ogień w Kościele. Nadzieja w czasach kryzysu”.

Ksiądz Robert Skrzypczak w rozmowie z Pawłem Chmielewskim