poniedziałek, 21 lipca 2014

Kurs tańca dla osób na wózkach



Osoby niepełnosprawne też chcą odczuć taką, w pewnym sensie formę normalności. Takim oderwaniem się od szarej rzeczywistości byłoby dla nas, osób niepełnosprawnych, zorganizowanie kursu tańca dla osób na wózkach. Osoby niepełnosprawne chociaż przez chwilę chcą zapomnieć o swojej niepełnosprawności, a taki kurs byłby taką szansą.

     Ja, jako osoba niepełnosprawna, poruszająca się na wózku, chciałabym, żeby znalazł się ktoś, kto zorganizowałby kurs tańca dla ludzi na wózkach.
     Widziałam taki kurs w telewizji i bardzo mi się spodobał. Jedna osoba była zdrowa i chodziła, a druga jeździła na wózku.
     Za jakiś czas będę pewnie mogła uczęszczać w kursie dla ludzi chodzących, ale póki co, poruszam się na wózku i w takim kursie chciałabym wziąć udział.
     Bardzo lubię taniec, przed wylewem byłam nawet członkinią zespołu tanecznego. Uczestniczyłam też w kursie tańca.
     Osoby niepełnosprawne chcą żyć pełną piersią. Proszę, więc o nas nie zapominać. Żyjemy obok ludzi pełnosprawnych.
     Dlatego byłabym bardzo zainteresowana takim kursem. Może znajdzie się osoba, która taki kurs zorganizuje…

niedziela, 20 lipca 2014

Rocznica wylewu



     17.07.2014 r. minęło dokładnie 4 lata od mojego wylewu. Kawał czasu.
      Nawet nie skojarzyłam, że w czwartek, była rocznica tego zdarzenia, dopiero mąż mi przypomniał.
     To się stało w 2010 roku. Byłam w łazience i myłam akwarium żółwia. Nagle potwornie rozbolała mnie głowa i było mi bardzo niedobrze. Rodzice zawieźli mnie do lekarza rodzinnego, ale on nie wiedział, co mi było. Wezwał, więc karetkę z Jasła. Tyle pamiętam, resztę znam z opowiadań.
     Przewieziono mnie do szpitala w Jaśle i gdybym tam została, to pewnie nie pisałabym tego bloga, tylko leżała na cmentarzu.
    Ze szpitala w Jaśle nie chciano mnie wypuścić, a rodzina chciała mnie przewieźć do Rzeszowa.  Po telefonie Pani Alicji Zając do dyrektora szpitala, karetka mająca mnie przewieźć, została podstawiona w ciągu 15 minut. Przewieziono mnie do Rzeszowa, a reszta historii jest w poście pt. „Szpital, który uratował mi życie – Szpital Wojewódzki nr 2 w Rzeszowie”.
     Ledwo z tego wyszłam, ale wyszłam, na pewno z Boską pomocą. Byłam w tragicznym stanie, bo nie ruszałam ani ręką, ani nogą, a przez pierwsze miesiące po powrocie ze szpitala leżałam tylko w łóżku, na materacu przeciwodleżynowym, ale dzięki ciężkim ćwiczeniom, cały czas idę do przodu.
     Dziś jeżdżę na wózku, ale większość rzeczy potrafię zrobić sama.
     To doświadczenie mnie nie złamało, choć nikt nie wie, co czułam i czuję, ale sprawność wraca, a czas goi rany.

czwartek, 17 lipca 2014

Nie wstydźmy się swojej niepełnosprawności



Niepełnosprawność jest i tkwi w każdym z nas. Może nie u wszystkich jest zauważalna gołym okiem i nie można za to dostać grupy inwalidzkiej, ale w każdym na pewno coś siedzi, co może być nazwane niepełnosprawnością. Zaakceptujmy swoje minusy, będzie nam łatwiej.

     Ostatnio byłam na Saletyńskich Spotkaniach Młodzieży w Dębowcu i występował Jasiek Mela, który powiedział, że jest wdzięczny Bogu, że nie ma ręki i nogi. Ja może nie jestem wdzięczna, że miałam wylew, bo przeszłam naprawdę ciężkie chwile, ale akceptuję to, bo teraz doświadczam bardzo dobrych rzeczy.
     Nigdy nie miałam jakiegoś załamania z tego powodu. Wiadomo, że czasem mam gorsze dni, zresztą jak każdy, ale to się zdarza tylko czasami.
     Kiedyś miałam taką sytuację, że wezbrała we mnie frustracja. Mój rehabilitant poradził mi co mam robić w takiej sytuacji. Zamknęłam się sama w pokoju, pokrzyczałam, poprzeklinałam, porzucałam różnymi przedmiotami, oczywiście lekkimi, żeby sobie sobie krzywdy nie zrobić. Przeszło, jak ręką odjął. Po co być wrednym dla bliskich, skoro można odreagować w samotności?
     Ja mam problem z poruszaniem się i mam to na papierze, ale ktoś może mieć problem np. z alkoholem, czy z relacjami z rodziną, i to też jest w pewnym sensie rodzaj niepełnosprawności. Spróbujmy więc, może pokochać to za duże słowo, ale zaakceptować tę swoją niepełnosprawność.
     Ja nie prosiłam o wylew, gdyby go nie było, nie byłoby źle, ale stało się i trudno. Przeżyłam bardzo złe chwile, ale teraz korzystam z tego, co mam. Przekształcam minusy na plusy.
     Moja rada: zróbcie podobnie. Wykorzystajcie swoje słabości, by przeobrazić je w pozytywne rzeczy.

wtorek, 15 lipca 2014

Lekceważenie




     Człowiek lekceważony przez drugiego człowieka czuje się bardzo źle. Jakby był powietrzem i nikt go nie widział. Ja się tak czuję bardzo często. A dlaczego? Bo większość ocenia mnie przez to, że jeżdżę na wózku. Tylko nieliczni traktują mnie, jak wtedy, gdy byłam zdrowa i chodziłam.
    
     Temu, z czym spotykam się na każdym kroku mówię stanowcze nie! Czuję się lekceważona i nie zgadzam się z tym.
     Nie będę wymieniać tych ludzi, którzy sprawili mi przykrość, a warto by było.
     Ja rozumiem, że może nie jestem zbyt wylewna, co w połączeniu z wózkiem wywołuje lekceważenie. Przed wylewem też taka byłam, ale wtedy nikt mnie nie lekceważył.
     Mąż mówił mi, że istnieją 2 wyjścia: być bardziej wygadana lub zaakceptować tę sytuację. Ale ja mam inne rozwiązanie: będę zwracać uwagę, żeby ludzie mówili także do mnie. Ja się nie będę zmieniać na siłę, żeby ludzie czuli się dobrze.
     Najbardziej zaskoczyła mnie kobieta w szpitalu: sama niepełnosprawna, chodziła co prawda o kulach, ale nie mówiła nigdy do mnie, tylko do mojej mamy, a sama narzekała, jak to ludzie źle ją traktują, bo jest niepełnosprawna.
     Ostatnio byłam też u dwóch lekarzy i choć to mi przeprowadzali badanie i to mnie sprawa dotyczyła, to zwracali się do mojego męża. Obaj mówili: „Widzi pan tu jest tak”.
     Tak mnie ta sytuacja zdenerwowała, że postanowiłam, że już dosyć tego. Ja nie jestem powietrzem, żeby tak mnie traktować.
     Kiedy, więc na waszej drodze znajdzie się osoba niepełnosprawna, wiedzcie, że ona też ma uczucia.

poniedziałek, 14 lipca 2014

XXVII Międzynarodowe Saletyńskie Spotkanie Młodych



    

     W dniach 07.07-12.07.2014 w Dębowcu odbywało się XXVII Międzynarodowe Saletyńskie Spotkanie Młodych. Takie spotkanie młodych ludzi pozwala zacieśnić więzi i zintegrować się z młodzieżą z różnych zakątków Polski. Można wyrazić swoją wiarę poprzez zabawę. To spotkanie udowodniło mi, że pokazywanie, że się wierzy w Boga, wcale nie musi mieć tylko formy wyniosłej, czy patetycznej, ale może mieć formę tańca, zabawy i radowania się.
     Na XXVII Międzynarodowym Saletyńskim Spotkaniu Młodych byłam 10.07.2014 r. około 15.00. Trafiłam na występ sióstr zakonnych, były świetne. Wykonywały przerobioną piosenkę zespołu Weekend „Ona tańczy dla mnie”, słowa refrenu to:
Ja, uwielbiam Go,
Bo on tu jest
I patrzy  na mnie.
Bo dobrze to wiem,
Że kocha mnie
I w sercu chowa na dnie.

     Śpiewały, tańczyły, jedna grała na gitarze elektrycznej, inna na klawiszach, a jeszcze inna na perkusji. Ogólnie bardzo pozytywny występ i oczywiście zostały wywołane na bis.
     Później miejsce miały zabawy taneczne np. tańczenie kaczuszek, czy też tańczenie makreny.
     Po godzinie 16.00 miało miejsce spotkanie z Jaśkiem Melą i z jego rodzicami. Jasiek mówił bardzo mądrze i dojrzale. Tylko w tym wystąpieniu, ja jako osoba niepełnosprawna, czekałam na takiego pozytywnego kopa, który da mi siłę do dalszej pracy. Nie do końca go, jednak dostałam.
     Ale ogólnie w Dębowcu bardzo mi się podobało. Pełna kultura i mimo, że było dużo ludzi nikt na mnie nie wchodził. Mogłam swobodnie się poruszać. Następnym razem też na pewno się wybiorę na to spotkanie.