czwartek, 21 sierpnia 2014

Plakat

W sieci pojawiło się wiele plakatów pikniku z nieaktualnymi danymi. Oto aktualny plakat:

środa, 20 sierpnia 2014

Tv Jasło



     Jak już wspomniałam wspomniałam we wcześniejszym poście, był u nas Pan Władysław Kołodziej z Tv Jasło i kręcił o nas reportaż. Ukazał się on 14.08.2014 r. w Internecie.
     Reportaż był przeprowadzony bardzo profesjonalnie. Pan Kołodziej po każdym pytaniu przestawał kręcić. Mówił też o co będzie pytał, więc mieliśmy czas, żeby przemyśleć odpowiedź.
     Film został zmontowany świetnie. Aż ja sama, oglądając to się wzruszyłam, chociaż podczas nagrywania materiału wcale nie byłam wzruszona. Ten cały montaż i aranżacja materiału, mnie wzruszyły.
    Nagranie było zrobione w plenerze przed naszym domem. Pokazałam też jak chodzę, żeby wszyscy zobaczyli moją zdolność ruchową. Potem poćwiczyłam w naszym pokoju, który jest zarówno sypialnią, pokojem ćwiczeń i salonem .
     Ogólnie jestem bardzo zadowolona z tego nagrania.


poniedziałek, 18 sierpnia 2014

Mój obecny stan (część druga)



     Moim głównym problemem jest jest chodzenie. Oczywiście chodzę, ale nie samodzielnie. Chodzę z mężem, tatą i z moim rehabilitantem. Czasami chodzę też z balkonikiem i w poręczach, a ostatnio na rehabilitacji w Rzeszowie, chodziłam z dwoma kijami, a niedawno zaczęłam ćwiczyć z kulami.
     Mam nadzieję, że w tym roku, będę chodzić samodzielnie, a jeśli nie, to chociaż do 12 lutego. Bo wtedy są urodziny męża i powiedziałam mu, że moim prezentem na jego urodziny, będzie to, że zacznę chodzić samodzielnie. Jeszcze trochę popracuję i się uda. Wierzę w to.
     Ćwiczę każdego dnia i jeśli ktoś mi kiedyś powie, że nic nie robię cały dzień, to się poważnie obrażę dopóki ten ktoś mnie nie przeprosi. Bo przepraszam, ale nie doszłam do obecnego stanu nic nie robiąc. Ze stanu, gdzie tylko leżałam i nie ruszałam, ani ręką, ani nogą, teraz potrafię zrobić prawie wszystko, z wyjątkiem samodzielnego chodzenia. To co osiągnęłam, nie nastąpiło w ciągu jednego dnia na pstryknięcie palców, a zostało to okupione ciężką pracą przez ponad 4 lata.
     To jest tak jakbym chodziła do pracy, a nawet gorzej, bo normalny człowiek przychodzi do domu po pracy i ma spokój, a ja cały dzień się borykam z moją niepełnosprawnością. Dlatego chcę, jak najszybciej stanąć na nogi.

     Czymś co mi doskwiera, jest blizna z tyłu głowy. Po przeprowadzonej operacji, spowodowanej wylewem, pozostała mi blizna. Nie mam kawałka czaszki z tyłu.
     Szczególnie odczuwam jej brak, gdy się bardzo wyprostuję lub, gdy ktoś mnie mocno przytuli. Dlatego proszę o rozwagę, gdy ktoś chce wyściskać, bo mnie to później naprawdę boli. A nie będę tego tłumaczyć za każdym razem.
      Moim problemem jest także trochę zagięty, duży palec na lewej stopie. Zgiął się w wyniku choroby. Kiedyś jedna z lekarek orzekła, że jest on złamany. Będąc w rzeszowskim szpitalu, w październiku, postanowiłam zrobić prześwietlenie, by sprawdzić, czy rzeczywiście był złamany i źle się zrósł. Okazało się, że przykurcz na palcu powstał w wyniku choroby.
     Lekarze powiedzieli, że nigdy się nie wyprostuje, ale to nie jest prawda, bo w porównaniu do mojego stanu po wylewie, to teraz jest  wiele prostszy. Nie jest jeszcze całkiem prosty, ale wszystko jest na dobrej drodze.
     Obecnie palec przeszkadza mi przy ubieraniu buta, bo gdy źle go ubiorę, odczuwam ból przy chodzeniu. Dlatego tak ważne dla mnie jest, żeby jak najszybciej był prosty.
     Mam też problem z włosami. Wypadają mi. Jakiś czas temu bardziej, potem zaczęłam używać specjalnego szamponu i przestały tak strasznie wypadać.
     Nie ma w tym nic dziwnego, że włosy mi wypadają, bo jak powiedział mój lekarz, miałam tyle naświetlań, że powinnam świecić w nocy. Po drugim wylewie było ich ponad 30.
       No, ale dobry szampon może zdziałać wiele, a poza tym nie jestem już poddawana naświetlaniom.
     Taką rzeczą, którą muszę robić, jest wypijanie 2,5 litra płynów każdego dnia. Gdyż jak powiedział mój lekarz, zastawka lubi wodę. Dlatego codziennie muszę wypijać, taką ilość płynów. Nie ważne czy to czysta woda, sok, herbata, czy kawa. Musi to być płyn. To wyższa konieczność.

piątek, 15 sierpnia 2014

Mój obecny stan (częśść pierwsza)



     Mój obecny stan jest w porządku, porównując do tego co było kiedyś. Oczywiście do ideału daleko, ale mogło być gorzej.
     Po wylewie mój wzrok uległ pogorszeniu. Noszę teraz okulary, których wcześniej nie nosiłam i szczerze powiem, że nie wyobrażam sobie życia bez nich. Niektórzy się wstydzą, że noszą okulary, a ja wręcz przeciwnie. Lubię je nosić, bo dzięki nim wszystko widzę i oprawki też mi się podobają. Wybierałam je może 5 sekund. Pan optyk zapytał mnie tylko o kolor i pierwsze okulary w tym kolorze, wybrałam.
     Ostatnio miałam też soczewkę ochronną na oku (przez ostatnie 2 lata), ale już nie mam, bo oko się zbuntowało i nie chciało przyjąć soczewki.


     Noszę też aparaty słuchowe, bo słuch po wylewie też mi się pogorszył. Z czasem słuch się poprawia, niedawno byłam u pana gdzie kupowałam aparaty, żeby je przyciszyć, bo ustawienia początkowe były dla mnie już  głośne.
     Mam aparaty może nie z najwyższej półki, ale też nie z najniższej i zdradzę wam, że to nie jest tania rzecz, ale akurat ja miałam zrefundowaną większość część kosztów aparatów.
     To są jakby, mikro komputery, które nie pogłaśniają wszystkich dźwięków, tylko te słyszane gorzej.
     Słuch mi się poprawia, więc myślę, że pewnego dnia przestanę je nosić.


    

czwartek, 14 sierpnia 2014

Plusy związane z wylewem



     Może wydaje wam się dziwny ten tytuł. Jakie mogą być plusy związane z wylewem? Pewnie twierdzicie, że wylew to bardzo złe przeżycie, które zrobiło ze mnie na pewien czas, osobę niepełnosprawną. Ja to wiem, ale potrafię wynieść z tego naukę. Stało się, to co się stało, ale teraz wykorzystuję w pełni obecną sytuację.
     Jak napisałam w tytule z wylewu można wyciągnąć plusy, nie tylko minusy, choć one przeważają, ale trzeba wyciągnąć pozytywne wnioski z tego co mnie spotkało.
     Po pierwsze przekonałam się, kto był moim prawdziwym, może przyjaciel to za duże słowo, bo mam tylko jednego, prawdziwego, a mianowicie mojego męża, ale dobrym kolegą, czy koleżanką. Bo przed wylewem było wszystko super, a po wylewie, większość się na mnie wypięła, pozostali naprawdę wartościowi ludzie.
     Dzięki wylewowi poznałam dużo bardzo dobrych osób, którzy pomogli mi w bardzo różny sposób.  wszystkim bardzo dziękuję. Nie wymienię tu wszystkich, bo jest ich cała masa.
       Kolejna sprawa jest taka, że nauczyłam się cieszyć z małych rzeczy.
     Inna rzecz, może trochę banalna – przytyłam. Zawsze chciałam, tylko nigdy nie mogłam, choćbym nie wiem ile zjadła.
     Moje przeżycia pokazały mi, że nie należy ufać każdemu. Bo wiele jest takich osób, które chcą „pojechać” na naszej historii. Chcą zdobyć popularność, zwłaszcza teraz, kiedy zaczęliśmy się pokazywać w mediach.
      Dzięki moim przeżyciom odnalazłam prawdziwe powołanie, przez co pomagam innym ludziom.
     Niektórzy to określi, że wylew był tragedią. Może wcale nie, kiedyś tak do tego podchodziłam, ale moje nastawienie się zmienia. Sporo czasu minęło i teraz inaczej podchodzę do pewnych rzeczy.


wtorek, 12 sierpnia 2014

Moje przesłanie



     Chciałam wszystkim powiedzieć, żeby nie przejmować się głupstwami i cały czas dążyć do realizacji swoich celów. Ja staram się myśleć pozytywnie i cały czas zmierzam do tego, by wrócić do sprawności. Oczywiście, tak jak każdemu zdarzają mi się gorsze chwile, ale znaczna przewaga jest tych pozytywnych momentów.
     Dlatego nie mogę się nadziwić, że ludzie przejmują się takimi głupstwami, a nie wiedzą, że należy przejmować się rzeczami zupełnie innymi, dużo bardziej ważnymi. Dzieje się tak dlatego, że nie poznali uczucia, że mogą utracić, te naprawdę ważne rzeczy.
     Niektórzy uważają za ważne pieniądze, czy dobra materialne, ale naprawdę ważne są zdrowie i miłość.
     Ktoś mi kiedyś powiedział, że najważniejsze są pieniądze, bo jak się nie ma pieniędzy, to się nie pójdzie z tym problemem do dobrego lekarza. Ale co pomogą pieniądze, jak się niespodziewanie dostanie wylewu?
     Moje przesłanie jest takie, żeby nie lekceważyć nawet najmniejszych objawów. Jeśli zauważycie, że coś jest nie tak, natychmiast zgłoście się do lekarza, bo to wam może uratować życie. Znajomemu często puszczała się krew z nosa, zlekceważył to, dostał wylewu i umarł. Dlatego nie lekceważcie niczego, bo w najlepszym wypadku możecie skończyć tak jak ja. 
     Ile ja bym dała, żeby u mnie wystąpiły jakiekolwiek objawy, wtedy można by było temu zapobiec. No ale nie było, trudno, widocznie tak miało być. Już się z tym pogodziłam.
     No, ale nie ma się co załamywać. Trzeba dalej iść do przodu i nie załamywać się niepowodzeniami. Jeśli ponosimy jakąś porażkę, należy wyciągnąć z niej wnioski i pracować dalej, bo następnym razem może się udać. Dlatego nie poddawajcie się…