Jesteś pełen/pełna wdzięczności, zaufania i miłości do Boga, jak Maria czy może jesteś pełen/pełna braku wdzięczności, buntu i masz postawę mówiącą "Panie Boże, ja wiem lepiej niż Ty", i w ten sposób przypominasz Judasza?
Czy boisz się cierpienia? Nawet nie swojego, ale cierpienia innej osoby?
Czy nie jest tak, że jak jest fajnie i przyjemnie, to jesteś z tą osobą, lubisz przebywać w jej towarzystwie, ale jak ona znajdzie w bardzo trudnej sytuacji, to ją opuszczasz?
Czy nie zachowujesz się, jak większość apostołów w chwili pojmania Jezusa, którzy po prostu się wystraszyli i uciekli? I jako jedyny z apostołów św. Jan stał pod krzyżem. On do końca został z Jezusem. Choć na pewno było to dla niego bardzo trudne i bolesne, żeby patrzeć na śmierć osoby, którą kochał.
Dla Pawła patrzenie na to, co przeżywałam w szpitalu także było bolesne i trudne. Jego narzeczona, z którą miał dzielić resztę życia była w stanie krytycznym, bliskim śmierci. Mimo to, został ze mną i dziś jest moim mężem prawie 12 lat.
Zatem to jest chwila na twoją refleksję. Jak ty byś się zachował/zachowała? Zostałbyś/zostałabyś przy kimś kto cierpi, kto umiera?
Ewelina Szot
Jezus wjeżdża na osiołku do Jerozolimy:
„Przyprowadzili oślicę i źrebię i położyli na nie swe płaszcze, a On usiadł na nich. A ogromny tłum słał swe płaszcze na drodze, inni obcinali gałązki z drzew i ścielili na drodze. A tłumy, które Go poprzedzały i które szły za Nim, wołały głośno:
Hosanna Synowi Dawida!
Błogosławiony Ten, który przychodzi w imię Pańskie!
Hosanna na wysokościach!
Gdy wjechał do Jerozolimy, poruszyło się całe miasto, i pytano: «Kto to jest?» A tłumy odpowiadały: «To jest prorok, Jezus z Nazaretu w Galilei»”. (Mt 21, 7-9)
Powinniśmy być, jak ten osioł, który wiózł Pana Jezusa. To nie my mamy być w centrum zainteresowania, tylko On.
Nie powinniśmy się wynosić ponad innych i wiedzieć, że to nie nam rzucają płaszcze pod nogi, tylko Panu Jezusowi.
Mamy ten przywilej, że wieziemy Boga, więc to Jego ma być widać. My mamy być tylko kanałem, przez który działa Boża moc.
Ewelina Szot
Kto kradnie w taki sposób, że większość tego nie zauważa?
Odpowiedź: demony.
I teraz niektórzy pewnie powiedzą, że to brednie, że one nie istnieją, ale one istnieją, a fakt, że niektórzy w złe duchy nie wierzą stanowi ich przewagę.
I może teraz powiesz, że ciebie to nie dotyczy, ale skąd ta pewność? One kradną łaski, które otrzymujemy od Boga.
Może zabierają ci teraz nadzieję, twoją wiarę we własne siły, twoją wolę życia, wytrwałość?
Może wmawiają ci, że nic nie ma sensu, po co się starać?
Obudź się!!! Jezus ci z tym pomoże, da ci siłę żeby oprzeć się tym atakom tylko Go o to poproś. Zrób ten pierwszy krok. To ty musisz wyjść z inicjatywą. On zrobi pozostałe 1000 kroków.
Ewelina Szot