Wyobraź sobie taką
sytuację: jest sobota przed południem, jesteś zajęty obowiązkami domowymi, w
domu panuje bałagan i nagle słychać dzwonek do drzwi. Myślisz sobie: kto to przyszedł dziś, o tej porze?
Przecież to nie jest odpowiedni czas na odwiedziny. Otwierasz drzwi i nie
wierzysz własnym oczom – we drzwiach stoi Pan Jezus.
Co robisz? Zapraszasz
Go do środka, czy mówisz: Panie Jezu mam
taki bałagan w domu, może przyjdziesz jutro? A On chce wypić z Tobą herbatę
i porozmawiać.
Czy decydujesz się na
rozmowę z Nim? Cieszysz się z tych niesamowitych odwiedzin? Czy każda chwila
jest dla Ciebie ogromnym szczęściem? O czym rozmawiacie? Jesteś smutny, gdy ta
wizyta dobiega końca? Czy jest wręcz odwrotnie i przez cały czas siedzisz, jak
na szpilkach?
Gdy Jezus wychodzi, co
mówisz? Zapraszasz Go ponownie i mówisz, że Twoje serce zawsze jest dla Niego
otwarte, i może przychodzić, kiedy tylko zechce? Czy też jest zupełnie inaczej?
Jezus pragnie, abyś z
radością i z niecierpliwością wyczekiwał Jego przyjścia. Żebyś był zawsze
gotowy – żeby twoje serce było gotowe. Chce, żebyś rozmawiał z Nim jak z
najlepszym przyjęciem i opowiedział Mu wszystko, to co cię cieszy oraz, co cię
boli.
„Wy jesteście
przyjaciółmi moimi, jeżeli czynicie to, co wam przykazuję. 15 Już was nie nazywam sługami, bo sługa nie wie, co
czyni pan jego, ale nazwałem was przyjaciółmi, albowiem oznajmiłem wam
wszystko, co usłyszałem od Ojca mego. 16 Nie
wyście Mnie wybrali, ale Ja was wybrałem i przeznaczyłem was na to, abyście
szli i owoc przynosili, i by owoc wasz trwał - aby wszystko dał wam Ojciec, o
cokolwiek Go poprosicie w imię moje. 17 To
wam przykazuję, abyście się wzajemnie miłowali”. (J 15, 14-17)
Ewelina
Szot